Kiedy biegać – rano czy wieczorem

Rano czy wieczorem? Kiedy właściwie jest lepiej biegać? A kiedy mi jest lepiej biegać? Jak do tej pory głębiej się nad tym nie zastanawiałem. Wiedziałem, za co lubię poranki, za co wieczory i dlaczego biegam o takich porach, o jakich biegam. Ale co tak na prawdę jest dobrego w porannym bieganiu? Za co można je lubić? A może, jednak więcej przemawia za bieganiem wieczorami? Zobaczmy, jakie są plusy i minusy obydwu pór dnia.


Motywacja
Rano problemem jest wstanie z łóżka. Wieczorem człowiek sobie mówi, że rano jest trening. Głowa i ciało nie protestuje. Ba! Wręcz się cieszy na kolejną dawkę ruchu. Przyjmuje poranny trening jako najnormalniejszą część biegowej codzienności. A potem się idzie do łóżka, zasypia i… DRRRRRYŃ!! Dzwoni budzik! Za oknem być może wieje, może pada, może jest zimno… Na pewno jest zimno, dużo bardziej zimno niż pod naszą ciepłą kołderką. I wtedy trzeba wstać, zjeść tą głupią kanapkę z majonezem, popić wodą (herbata bywa rano zbyt skomplikowana), ubrać się i wyjść na trening. Nie oszukujmy się, to najtrudniejszy moment porannego treningu. W momencie przekroczenia progu domu już jest z górki.
Wieczorem tego problemu nie ma. Wieczorem nie trzeba słuchać wrzeszczącego budzika. Nie trzeba się przełamywać każdego dnia, rzucając wiązanką przekleństw. Wieczorem organizm jest już dobrze rozbudzony do biegania. Może nawet aż za dobrze rozbudzony, ale problemów ze znalezieniem motywacji nie ma. W sumie wszystko sprowadza się do jednego. By pamiętać o tym, że mam trening i by czasem nie zapuścić korzeni na kanapie na zbyt długo. Wtedy się może okazać, że na trening jest juz po prostu za późno.
Słońce
Wieczorem widno jest tylko w lato. Tak od maja do połowy sierpnia zmrok nadchodzi na tyle późno, że udaje się biegać ze słońcem. Jest wtedy widno, ciepło, ale już nie upalnie i można się załapać na czerwony zachód słońca. Po prostu ideał. Ale im dalej od tych letnich miesięcy tym gorzej. Szczyt długiego wieczoru przypada, jak wiadomo, w połowie grudnia, kiedy słońce zachodzi, uwaga, o 15:26! Czyli, żeby obiec którąkolwiek z moich leśnych pętli musiałbym wystartować, co najmniej godzinę wcześniej. Czyli że o 14:26?! No bez przesady, toż to środek dnia.
Rano jest zdecydowanie widniej. Jeśli przyjąć, że moje rano to godzina 7:00, to biegać ze słońcem mogę niemal cały rok. A to ważne, bo nie dość, że promienie słoneczne stymulują organizm, to jeszcze biega się zdecydowanie lepiej i można biegać gdzie dusza popadnie (las stoi otworem). Może tylko w grudniu i styczniu jeszcze jest o tej porze szarówka, ale to da się przeżyć, bo z każdą chwilą i z każdym kilometrem robi się coraz widniej i cieplej przy okazji. Bo rano potrafi być zimno. Szczególnie w zimę, gdy nie dość, że temperatura sama w sobie jest niska, to jeszcze powietrze jest wychłodzone po nocy. Latem tego problemu nie ma. Latem ranek jest rozwiązaniem na wysoką, temperaturę, bo nawet gdy prognozują 30 stopniowy upał, to z samego rana jest jeszcze rześko i chłodno.
Bezpieczeństwo
Wieczorem dużo łatwiej napatoczyć się na mało przyjemne towarzystwo. Nawet nie trzeba go specjalnie szukać. Samo się znajdzie. Jak nie pod budką z piwem, to na przystanku autobusowym, jak nie na przystanku autobusowym, to w zagajniku pod lasem, jak nie w zagajniku to… gdziekolwiek indziej. Kreatywność w obieraniu miejscówek na plenerowe posiadówki nie zna granic. Większość jest nieszkodliwa, część cię głośno i niewybrednie skomentuje, a część ci nawrzuca epitetów gdzie: pedał i frajer to z tych łagodniejszych. Nie mówię już o potencjalnych zaczepkach. A co by było gdybym był kobietą? Strach pomyśleć. Na wszelakie epitety i inne dziwne okrzyki można się uodpornić, ale ani to przyjemne ani bezpieczne. Nigdy nie wiesz czy za okrzykiem nie poleci jakiś niebezpieczny przedmiot, tudzież cały niebezpieczny osobnik.


Rano jest pod tym względem spokój. O przepraszam… Raz pan miał coś do mnie, ale ledwo trzymał pion (dokładniej mówiąc trzymał płot), więc pełna ignorancja. Ale poza takimi incydentalnymi przypadkami jest spokój. Większość tych, którzy wieczorami hałasują, rano jeszcze śpią, niektórzy szykują się do pracy, inni do szkoły, część po prostu ma kaca. Nie ma nikogo, kogo można się obawiać na dworze. Można spokojnie robić takie treningi, jakie się chce i przede wszystkim biegać tam gdzie się chce. Ryzyko jest minimalne.
Plusy i minusy:
Rano:
+ widniej, chłodniej w lato, bezpieczniej (wielbiciele budki z piwem już śpią)

- motywacja do wstania z łóżka (wielki minus)

Wieczór
+ nie ma problemu z motywacją

- ciemno, mniej bezpiecznie (godziny szczytu pod budką z piwem i sporo szwendaczy)
Podsumowanie
Na pierwszy rzut oka lepszą porą na trening wydaje się rano. Widniej, chłodniej, bezpieczniej. Tylko to ranne wstawanie. Szczególnie dla takiej “sowy” jak ja. I właśnie dlatego, daję znak równowagi. Zdecydowanie łatwiej mi wychodzić na trening wieczorem. Nawet tym późnym. Ale z drugiej strony patrząc, najczęściej wychodzę na trening rano, bo mam widno, mogę się cieszyć słońcem i co za tym idzie, mogę bez przeszkód biegać po swoim lesie. I właśnie stąd remis.

4 Comments:

  • 24 kwietnia 2012

    biorąc pod uwagę kwestię medyczną najlepiej biegać rano, gdyż lepiej zachodzi regeneracja niż po wieczornym biegu, gdzieś czytałem wyniki badań na ten temat, ale biorąc pod uwagę własne doświadczenia mogę to potwierdzić

    zdrówko

  • JoAsia
    24 kwietnia 2012

    Osobiscie wolę biegać późnym popołudniem/wieczorem.Ale niebawem, w związku ze zbliżającym sie latem i upałami (nie jestem z tych ciepłolubnych i zdecydowanie wolę biegac nawet przy minus 20) mam postanowienie biegac jednak rano:) Jak wyjdzie zobaczymy, ale mam nadzieje że wszystko pójdzie zgodnie z planem

  • 25 kwietnia 2012

    Zdecydowanie wolę biegać o poranku jak i w mgliste dni o niezbyt wysokiej temperaturze. Mój organizm niestety nie lubi wysokich temperatur. Jeśli chodzi o wytrzymałość i samą przyjemność to zdecydowanie popołudniem mój trening jest najbardziej efektywny :)

  • Marta
    15 czerwca 2012

    Właśnie…to wieczorne bieganie jest mało bezpieczne – często spotykam osoby, których nie chciałabym spotkać. Zdarza się tez, że wracam wykończona pod dniu pracy i mimo wszystko ciężko mi zmobilizować się do ponownego wyjścia – po prostu organizm odmawia…
    Słońce – to dla mnie wielki problem. Męczę się w nim strasznie, mniej wytrzymuję – jakby wysysało ze mnie energię – czy tylko mnie to spotyka?! I jak tu pogodzić wszystko, ech…
    Jutro próbuję rano – mam nadzieję, że wstanę:)

Post a Reply